HISTORIA SOKOŁA
Pierwsze chwile "nowego Sokoła" nierozłącznie wiążą się ze Szkołą Podstawową numer 1 przy ulicy Wilczej. Po 40 latach nieobecności pięknego sportu w stolicy, grupa pasjonatów zainspirowana zakochanym w hokeju dziennikarzu, Jakubie Kumochu postanowiła wziąć się do pozytywistycznej pracy, mającej na celu przywrócenie tej olimpijskiej dyscypliny na terenie Warszawy.
Dzięki odrobinie szczęścia i napotkaniu przyjaznej inicjatywie nauczycieli WF - Jacka Gotkowskiego i Mikołaja Grzybowskiego możliwe było założenie Uczniowskiego Klubu Sportowego "Wilczki", który zyskał odpowiedni status prawny 13 sierpnia 2001 roku. Jego prezesem został Jacek Gotkowski, który uzyskał wydatną pomoc od znajdującej się w stolicy, jedynej wówczas trenerki hokeja - Joanny Łakomskiej związanej przez długi okres czasu z czołowym klubem kobiecym w kraju, Polarem Wrocław.
Niezbędne dla rozwoju naszej dyscypliny było pozyskanie papierów trenerskich, co jako pierwsi po Joannie Łakomskiej poczynili w 2002 roku Jacek Gotkowski i Jakub Kumoch. Drugi z nich niedługo po czym wydarzeniu odnalazł kolejną szkołę, której dyrekcja zgodziła się na wprowadzenie w niej tej innowacyjnej jak na stołeczne realia dyscypliny sportu. Szkoła Podstawowa numer 234 przy ulicy Esperanto - bo o niej mowa - dzięki treningom prowadzonym przez Jacka Gotkowskiego oraz pochodzącego z Łodzi, byłego zawodnika Budowlanych oraz późniejszego trenera Sokoła Krzyszotofa Wawrzkowicza pojawiła się na hokejowej mapie stolicy.
Również w przypadku SP 234 nie sposób nie docenić podatnego gruntu, na jaki trafił stołeczny hokej. Dzięki zaangażowaniu Aurelii Jarońskiej, która objęła stanowisko prezesa klub przez kilka lat był największym ośrodkiem hokejowym stolicy, dostarczającym Sokołowi Warszawa utalentowanych wychowanków. Właśnie z tej szkoły wywodzi się Rafał Bogucki, jedyny warszawski hokeista, który po reaktywacji naszej dyscypliny sportu otrzymał powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski (do lat 18). Nie sposób pominąć fakt, że warszawski hokej może poszczycić się za to wychowaniem Anny Grzanki, reprezentantki Polski seniorek reprezentującej dziś barwy Startu Brzeziny.
Pomimo ciężkiej pracy z najmłodszymi, w stołecznym środowisku hokejowym nie było drużyny seniorów, będącej marzeniem każdego z propagatorów hokeja w stolicy. Co prawda do uprawiania hokeja zgłosiło się kilka osób głównie zza granicy, które z powodów zawodowych osiadły w stolicy, jednak z czasem grupa zaczęła się wykruszać. Gdy wydawało się, że tym razem się nie uda zdołano przełamać impas dzięki grupie młodych osób, które dzięki kontaktom z Polskim Związkiem Hokeja na Trawie, ogłoszeniom w internecie, czy znajomościom z innymi trenującymi rozpoczęły swoją przygodę z hokejem. Cała grupa pierwsze kroki stawiała u Jacka Gotkowskiego.
Po zimowych treningach zorganizowanych w małej hali przy ulicy Wilczej wykrystalizowała się drużyna, którą postanowiono zgłosić do rozgrywek II ligi seniorów. Grupa wspomagana była obockrajowcami, z których wymienić należy dzisiejszych członków zarządu Sokoła - Jamesa Ofwonę z Kenii oraz Daniela Kossmanna z Niemiec. Obydwaj niejednokrotnie motywowali całą grupę do działania, służąc swoim niemałym doświadczeniem hokejowym, zdobytym na krajowych podwórkach.
Grę w lidzę Sokół kontynuował przez sześć sezonów. Początkowo drużyna złożona z totalnych hokejowych laików, prowadzona przez Krzysztofa Wawrzkowicza i Jacka Gotkowskiego pełniącego rolę kierownika dostawała srogie baty od bardziej doświadczonych rywali. Z czasem jednak rezultaty ulegały zmianie i w końcu zaczęliśmy zdobywać pierwsze punkty, ucierając nosa chociażby tak świetnie znanej w polskim hokeju drużynie jak poznański Lech.
Właśnie z Lechem Poznań wiąże się kolejny miły epizod w historii Sokoła. Przeżywający problemy organizacyjne gracze z Wielkopolski postanowili występować przez jedną rundę rozgrywek w barwach stołecznej drużyny. Połączone siły warszawsko-poznańskie nie miały sobie równych w rozgrywkach, deklasując wszystkich rywali w pierwszej rundzie rozgrywek II ligi.
Niestety z czasem zapał wielu osób występujących w Sokole gasł. Plany zawodowe, rodzinne i edukacyjne wykruszały naszą drużynę, która występowała w rozgrywkach ligowych w mocno okrojonym składzie. Odbiło się to także na pracy z najmłodszymi hokeistami. Najpierw upadł Uczniowski Klub Sportowy "Wilczki", następnie prowadzony przez Tomasza Trelę na terenie dzielnicy Włochy Uczniowski Klub Sportowy "Sprint", aż w końcu w 2009 hokejowy bastion jeśli chodzi o pracę z najmłodszymi - UKS "Foka".
Pomimo pozornego upadku nasza praca nie poszła na marne. Od początku istnienia klubu wielu graczy doszkoliło się nie tylko jeśli chodzi o grę na boisku, ale także wiedzę trenerską, organizacyjną i sędziowską. Kilku z nas ze względu na brak możliwości reprezentowania stołecznego hokeja występuje w podpoznańskim Lipnie Stęszew, kilku trenuje nie występując w rozgrywkach ligowych. Wszyscy jednak pracujemy, nad tym aby warszawski hokej w końcu odrodził się na nowo, co najmniej z taką siłą jak w połowie ubiegłego wieku.
Możliwe, że bardzo duży wkład w naszą pracę będą miały media, które po latach pozytywistycznej pracy na polu propagowania hokeja na trawie, zainteresowały się naszą dyscypliną. Dzięki współpracy z telewizją TVN Warszawa zainteresowanie hokejem w Warszawie pojawiło się na nowo, a my robimy wszystko, aby tej szansy nie zaprzepaścić.
ă
Jacek Gotkowski. Opracował: MG
|